Odkrycia – Kekal – Deeper Underground (Indonezja)

Kekal

Deeper Underground

—–

(2018) Hitam Kelam Records

 

Kekal (po polsku znaczy to mniej więcej „Wieczny”) jest niezwykle zasłużonym dla sceny indonezyjskiej zespołem. Działające od 1995 roku trio (z niewielkimi zmianami personalnymi na początku kariery) zdążyło wydać do dzisiaj jedenaście albumów. Muzyka, którą proponują to mieszanka ekstremalnego awangardowego metalu z dużą dozą elektroniki oraz (gdzieniegdzie) sampli.

Chwilę po rozpoczęciu obcowania z muzyką miałem nieodparte wrażenie, że słucham jakiegoś odrzutu Devin Townsend Project wymieszanego z francuskim awangardowo-blackowym Igorrr’em. Faktycznie, muzyka zawarta na krążku posiada ducha DTP (może mniej klimatycznego, jednak techniczne bardzo zbliżonego do dokonań Kanadyjczyka). Przesterowane wokalizy damsko/męskie w połączniu z ciężkim i nieco eklektycznymi dźwiękami wprowadzają chwilami także mroczno-mistyczny klimat znany z wcześniejszych albumów Rotting Christ. Pomimo ciężaru „Deeper Underground” posiada również bardzo nośne momenty (chociażby radiowy „Revelment”).

Co do samych utworów zdecydowanie wyróżniłbym podchodzący nieco pod doom „Speed of god” (fani October Tide z pewnością będą zadowoleni).

Bardzo dobra produkcja to kolejny mocny punkt albumu. Czytelne, poprawnie wyważone dźwięki dodatkowo potęgują nastrojowość materiału, zachęcając do dalszego zagłębiania się w nim.

Podsumowując, Kekal nagrał jeden z moich ulubionych tegorocznych albumów, i z pewnością nie raz powrócę do tego materiału.

Zespół: Kekal

Album: Deeper Underground

Kraj pochodzenia: Indonezja

Rok wydania: 2018

Recenzja: Marduk – Frontschwein

Marduk

Frontschwein

—–

(2015) Century Media

 

Kolejny raz pancerna dywizja wyruszyła do blackmetalowego ataku na frontach II wojny światowej. Szwedzi na szczęście już dawno się nauczyli, że bezustanny ostrzał może prowadzić do zwycięstwa na prawdziwej wojnie, ale niekoniecznie na muzycznym polu bitwy. Obłąkańcze tempa przeplatają więc posępnymi zwolnieniami, kanonadę blastów – majestatycznymi wojennymi marszami.

 

Przeżywamy pustynną nawałnicę w „Afryce”, po czym drżymy, pochylając się nad tragedią „Wartheland”. Czujemy zaciskającą się pętlę w rozpędzonym „Rope of Regret”, aby za chwilę oddać hołd potędze boga wojny modlitwą w„Nebelwerfer”. Właśnie to zróżnicowanie furii i niepokojącego pulsu pozbawionych nadmiernego patosu kompozycji, w połączeniu ze świetnym brzmieniem, okazuje się kluczem do sukcesu i pozwala nam przetrwać ponad 50 minut sonicznego zniszczenia. A wręcz przebojowo brzmiący na tle reszty utworów „Blonde Beast” może spokojnie stawać w szranki z blackowymi hitami, jakie serwuje nam na swoich ostatnich płytach Satyricon.

 

Nad całym albumem unosi się co prawda złowroga aura niemieckiej machiny wojennej, ale także pod względem treści jest niebanalnie. Kocioł pod Falaise, szlak 503. Batalionu Czołgów Ciężkich, walki w Afryce Północnej, gehenna Kraju Warty, krwawa droga 1. Dywizji Pancernej SS, przerażający świst Nebelwerferów… Cierpienie, wojenne zbrodnie, krew i jedyny zwycięzca: wszechobecna śmierć.

 

Na deser limitowanej edycji płyty„Warschau III”, czyli kolejna próba zmierzenia się zespołu z tematem powstania warszawskiego. A zarazem niezwykły dowód na to, że nasze tragiczne dzieje dostarczają Morganowi i Mortuusowi nieustannej inspiracji. Ale czy w tej nawale ogniowej nie za mało siarki? Bez obaw, wsłuchując się w te ponure opowieści o piekle na ziemi, szybko zdajemy sobie sprawę z tego, że diabła pełno w tej historii. „Death – decay – ruin – yet the only victory belongs unto the flies…”. Wyborna ekstremalna mieszanka wybuchowa. Ładuj, cel, ognia!

 

—–

 

5/5

 

—–