Edge of Sanity

Crimson

—–

(1996) Victor Talking Machine Company

 

Na wstępie zaznaczę że „Crimson” jest dla mnie płytą wybitną.

 

W 1996 roku szwedzka progresywno-death metalowa formacja Edge of Sanity porwała się na stworzenie albumu koncepcyjnego (w momencie wydania omawianego longplaya EoS było już bardzo znaną marką, mającą na koncie cztery płyty, w tym jedną świetną – „Purgatory Afterglow”).

 

Omawiany przeze mnie krążek trwa nieco ponad 40 minut i zawiera tylko jedną kompozycję – Crimson (czyli karmazyn – głęboki, stonowany kolor mieszczący się w zakresie od czerwieni do fioletu). Kolor ten jest zarówno symbolem władzy królewskiej, jak i terminem określającym kolor krwi (tak, kolor krwi przedstawiany jako czerwony jest zbyt ogólnikowy, dokładniej jest to właśnie karmazyn).

 

Historia zawarta na albumie przedstawia ludzkość w bliżej nieokreślonej, bardzo dalekiej przyszłości, kiedy to większość planety jest pustkowiem, starzejące się społeczeństwo tracąc zdolność prokreacji powoli chyli się ku upadkowi, a władzę nad poddanymi sprawuje monarchia. Historia komplikuje się w momencie, gdy królowi rodzi się córeczka, której jedynym celem za kilkanaście lat będzie zniszczenie ocalałej ludzkości.

 

Płyta od samego początku jest bardzo mroczna. Ciężkie i posępne riffy w połączeniu z growlem Dana Swano budują atmosferę niepokoju, a dopełnieniem tego jest niezwykle poetycki tekst. Nie znaczy to oczywiście, że przez cały czas słuchacz jest atakowany ścianą niskotonowych dźwięków. Częste zmiany tempa przeplecione wirtuozerskimi popisami oraz klimatyczne zwolnienia są bardzo dobrym dopełnieniem muzyki. Także wokalnie Dan nie poprzestaje na growlu i wtedy kiedy wymaga tego sytuacja potrafi zaśpiewać czysto.

 

I w tym momencie powinno się zadać pytanie: co stanowi o wybitności tejże płyty.

 

EMOCJE

 

A właściwie umiejętne wykorzystanie melodii do wytworzenia klimatu przedstawiającego emocje w danej części historii. Nie sposób podczas słuchania płyty pomylić np. momentu, kiedy pojawia się nadzieja z terrorem stworzonym przez główny czarny charakter.
Zabieg prosty, a jakże efektowny.

 

Gdyby ktoś spytał się mnie, bez istnienia jakiej płyty muzyka metalowa straciłaby najwięcej, spośród natłoku ironów, judasów, wielkich czwórek czy teutońskiego thrashu wskazałbym bez wątpienia szwedzki longplay z 1996r.

 

Ocena: 5/5

(Visited 92 times, 1 visits today)
Grzegorz Gruszka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.