Odkrycia: Seven Sins – Due Diaboli et Apocalypse (Kazachstan)

Seven Sins

Due Diaboli et Apocalypse

—–

(2016) Independent

 

Fani Dimmu Borgir nie mają lekko. Nie dość, że ostatnimi czasy Norwegowie bardzo rzadko wydają cokolwiek, to każde nowe wydawnictwo jest co najwyżej średnie. Tak było w przypadku zarówno „Abrahadabra” jak i niedawno wydanego „Eonian”. Stan ten nieco zachwiał wydany w zeszłym roku koncertowy „Forces of the Northern Night”, ale i sam materiał zespołu zawsze bronił się w wersjach live, więc trudno uznać to za jakiś szczególny sukces. Zwłaszcza że materiał z 2010 roku został wydany wraz z żelaznymi klasykami z ich repertuaru.

Na całe szczęście obecnie powstaje co raz więcej dobrych zespołów dobijających się do piekielnych wrót zatrzaśniętych dawno temu przez Dimmu. Jednym z nich jest Kazachski Seven Sins, a wydana w 2016 roku płyta „Due Diaboli et Apocalypse” jest najlepszym dowodem na to, że chcieć to móc, nawet w hermetycznym świecie symfonicznego black metalu.

Album, wydany własnym sumptem, jest trzecim w dorobku grupy. Składa się na niego jedenaście kompozycji i jak przystało na symfoniczny odłam ciężkiego grania, pierwszy w kolejności „Tempus Mortuorum” jest monumentalnym wstępem do tego diabelskiego oratorium. W chwilę po uruchomieniu odtwarzania nasunęły mi się skojarzenia z „Puritanical Euphoric Misanthropia”, a konkretnie to jak bardzo intro pasowałby do tego albumu.

Po chwili jednak wchodzi pierwszy poważny kaWAŁEK, a mianowicie „Kabbalah”, w którym pomiędzy blastami można wychwycić melodie żywcem wyjęte z „Tempest Temper Enlil Enraged” Melechesha czy demonicznymi motywami znanymi z utworów Belphegora. Bardziej melodyjnie robi się w drugim z kolei „Alchemist”, gdzie po inwokacji utwór przechodzi w power metal przeplatany growlem. Na wyróżnienie zasługuje także ósmy utwór – „Avicenna”, posiadający bardzo orientalny wstęp oraz rozbudowany i połamany gitarowy motyw w refrenie. Skojarzenia z Judas Priest nasuwają się podczas odsłuchu „Preasumptio Reatum”, gdzie przez chwilę słychać motyw gitarowy zbliżony tego, co Tipton grał w solówce Painkillera. Warto także nadmienić, że wokalista śpiewa w swoim ojczystym języku. Nie przeszkadza to jednak w odbiorze płyty.

Produkcja stoi na bardzo wysokim poziomie (jak na własny miks). Wszystkie elementy muzyki składające się na „Due Diaboli et Apocalypse” są wyważone, żaden instrument nie wychodzi niepotrzebnie przed szereg. Jest jak w idealnie dopasowanej układance.

Mógłbym napisać, że Seven Sins byłoby w stanie śmiało (przy lepszej promocji) przejąć palmę pierwszeństwa na tronie od lat zajmowanym przez Dimmu Borgir. Tylko po co?? Taki wyścig mógłby doprowadzić do zejścia Kazachów na drogę, po której od jakiegoś czasu stąpa Shagrath, przekombinowania na rzecz jakości.

A dobra muzyka w końcu sama się obroni.

Zespół: Seven Sins

Album: Due Diaboli et Apocalypse

Kraj pochodzenia: Kazachstan

Rok wydania: 2016