Paragon

Controlled Demolition

—–

(2019) Massacre Records

 

Nowy album Paragon został nagrany w tym samym składzie, który trzy lata temu zarejestrował „Hell Beyond Hell”. Albumu, który był dobrym następcą fenomenalnego „Force of Destruction”. Jednak nawet nagrywając jeden z najlepszych albumów 2012 roku, Paragon wciąż posiada(ł) łatkę „drugoligowego pierwszoligowca”. Nie wiem, czy kiedykolwiek ten stan rzeczy się zmieni. Wiem jednak na pewno, że nie zrobi tego „Controlled Demolition”.

 

Nie zrobi tego z kilku powodów. Na pewno nie pomaga w tym przypadku marketing. Sam dowiedziałem się o tej płycie kilkanaście dni temu. Za mało informacji bezpośrednio kierowanych do fanów (i nie mówię tu o oficjalnych stronach społecznościowych). Brak jakichkolwiek rzucających się w oczy wzmianek o wywiadach z członkami zespołu, brak w sieci widocznych grafik reklamujących „Controlled Demolition”. A szkoda.

 

Kolejne płyty Paragon są jak rollercoaster. Raz na jakiś czas Niemcy wydają album plasujący się w czołówce najlepszych pozycji danego roku. Innym razem jest jedynie „dobry”. Jednak zawsze można spodziewać się klasycznego do bólu germańskiego grania. Nieco topornego, może dla niektórych asłuchalnego, jednak utrzymującego zadowalający fanów poziom. Kontrolowana demolka – jak sama nazwa wskazuje – nie powinna zawartością krążka zanudzać. I tak też jest. Może znajdzie się kilka wypełniaczy, jednak ogólnie po raz trzeci z rzędu Babushkin i spółka stanęli na wysokości zadania. Pierwsze co rzuca się w oczy (uszy) to wstęp. Niczym z bajki o „Alicji w krainie czarów” możemy raczyć się delikatnymi jak muśnięcia dźwiękami klawiszy i syntezatorów. Jednak po chwili klimat momentalnie zmienia się o 180 stopni i gitary wraz ze ścianą bębnów wyrywały mnie ze snu prosto w sam środek „koszmaru”. W pozytywnym znaczeniu oczywiście. Świetnym przykładem energii wprost wylewającej się z utworów jest „Mean Machine” z riffowym wstępem przypominający nieco wolniejszą wersję „Maze of Drad”, galopujący w typowo Paragonowym stylu „Musangwe (B.K.F.)” z dodatkowo „skaczącym” motywem w solówce. Jeszcze ciekawiej robi się natomiast w „…of Blood and Gore”. Perkusyjny początek wsparty basem po chwili przeradza się w piękną, nietypową dla zespołu melodykę. Także zamknięcie utworu, jak klamra, wieńczy kanonada bębnów.

 

Nie sposób nie wspomnieć także o partiach wokalnych. Babushkin jak zwykle stanowi wartość dodaną zespołu, stanowiąc jakoby o unikalności całego Paragon. Z drugiej strony ciężko mi wyobrazić go sobie w zespole grającym nieco inaczej, bardziej melodyjnie, mniej szorstko. Jest jak Bruce Dickinson w Iron Maiden. Oni Paragon nie mogą istnieć oddzielnie.

 

„Controlled Demolition” stanowi kontynuację tych najnowszych dokonań grupy. A co najważniejsze materiał nie zbacza zbytnio poza definicję muzyki wypracowaną przez nią przez lata. Jak zawsze znajdą się oczywiście malkontenci, punktujący co można było zrobić lepiej. Tylko po co zmieniać coś, co się sprawdza?

 
 

—–

 

4/5

 

—–

(Visited 3 times, 1 visits today)
Grzegorz Gruszka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.